Ozdobne, drewniane tabernakulum wmurowane w ścianę... 
W centralnym miejscu ołtarza obraz  Wniebowzięcia N.M.P w otoczeniu apostołów i świętych... 
Rozglądamy się dokoła. Jest jakoś wąsko. Nie ma jeszcze bocznej nawy, która powstanie dopiero za 280 lat.
 Za to na obu ścianach widnieją po dwa gotyckie ołtarze:
Z prawej strony murowany, poświęcony św. Annie ołtarz z umieszczoną rzeźbą patronki oraz obrazami św. Katarzyny i św. Mikołaja. 
Dalej murowany ołtarz św. Stanisława z obrazem tegoż świętego. Po lewej stronie dwa następne ołtarze, również murowane: 
poświęcony św. Mikołajowi z obrazami świętych Mikołaja i Sebastiana i drugi, poświęcony Ukrzyżowaniu Zbawiciela.
Podłoga pod nami drewniana, tylko w prezbiterium wyłożona cegłą. 
Z góry dobiega cichy dźwięk organów, które umieszczono na ścianie z lewej strony. 
     Znaczna musi być zamożność i hojność miejscowych, iż w pięć ołtarzy i organ świątynię swoją wyposażyli...  

P.S.

Wyjaśnienie:
Zamieszczone tu zdjęcie nie istnieje. To tylko moja wizja, oparta na opisach - fotografię przecież wynaleziono dużo później.. 
Sama bryła kościoła z całą pewnością wyglądała jednak tak jak ją przedstawiłem albo bardzo podobnie.                          


             
Powrót do przyszłości
 Krótka wycieczka w przeszłość.
Spróbujmy uruchomić wyobraźnię i przenieść się w odległe czasy, do roku 1599, zachowując jednak pamięć
 naszych czasów. Co zobaczymy?

        ... Podążamy szlakiem, wiodącym z Prus Książęcych do Ciechanowa. 
Po przekroczeniu Orzyca i noclegu w karczmie w Janowie, wczesnym świtem ruszyliśmy w dalszą drogę. 
Godzina konnej jazdy minęła, gdy las przerzedził się i nagle znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni. 
Słońce wzniosło się już dobrze ponad wierzchołki lasu, z łąk dochodzi coraz silniejszy zapach ziół 
i świeżo skoszonej trawy. Zaspany jeszcze parobek prowadzi krowy na wczesny wypas. 
Nie śpiesząc się teraz, i my podążamy gościńcem powoli, szanując panującą tu ciszę...
Jeszcze kilkanaście minut i wjeżdżamy do Dzierzgowa.  Mijamy kuźnię, pierwsze zagrody, w opłotkach 
biegnie za nami chudy pies, nieufny przybyszom, utrzymuje jednak bezpieczną odległość. 
Wreszcie przekraczamy drewniany mostek na Olszance  i piaszczystą uliczką wjeżdżamy na kościelne wzgórze, gdzie 
zamierzamy zatrzymać się na jutrznię. 
                    
Kościół jest  okazały, z czerwonej cegły, pokryty czerwoną 
dachówką. Nie jest stary, nie ma jeszcze nawet stu lat. 
Zębate zwieńczenia ścian szczytowych przywodzą na myśl 
krzyżackie budowle, jakie widzieliśmy w niedalekim Niborku 
w Prusach. Być może, mistrz budowlany, który kierował 
budową świątyni pobierał tam nauki...
Kościół nie ma wieży, dominuje jednak ogromem nad 
niskimi, pokrytymi strzechą chatami... 
Rozlega się dźwięk sygnaturki, powierzamy więc zdrożone 
konie opiece Żyda, właściciela karczmy i udajemy się na 
teren przykościelnego cmentarza, po czym głównymi 
drzwiami do wnętrza kościoła.
Przy wejściu dwie kamienne kropielnice, jakby znajome... 
Tak, to te same, które znamy z XXI wieku.
Wchodzimy dalej. Najpierw zaskakuje nas światło, bijące 
wprost od głównego ołtarza... 
To za sprawą okna, jakie znajduje się na wprost drzwi 
wejściowych, we wschodniej, szczytowej ścianie, nad 
głównym ołtarzem. Ołtarz też zupełnie inny, niż pamiętamy 
z naszych czasów: gotycki, ceglany, 
przyozdobiony rzeźbami i złoceniami. Na nim sześć lichtarzy,
 po dwa cynowe, mosiężne i drewniane.